Siedemnastoletnia Nicole wbrew własnej woli wyjeżdża do przyrodniego brata Louisa do Londynu. Na początku nie może zaklimatyzować się w nowym miejscu, lecz pomaga jej w tym bardzo dobry przyjaciel Louisa...Co wyniknie z tej znajomości? Czy Nicole będzie gotowa na związek z gwiazdą?

piątek, 16 listopada 2012

~Rozdział Trzeci~


Obudziłam się dość wcześnie, może dlatego, że znajdowałam się w kompletnie nowym dla mnie miejscu. Poleżałam jeszcze chwilę gapiąc się w trochę przybrudzony sufit i próbując wysłuchiwać głosów chłopaków. Żadnego efektu-może jeszcze nie wstali. Zczłapałam się z łóżka i ubrałam pierwsze co wpadło mi w ręce po otworzeniu szafy. Zeszłam na dół, w domu panowała totalna cisza. Przygotowując śniadanie, zauważyłam lekko zmiętą karteczkę leżącą na stole-,, Jedziemy do studia, będziemy wieczorem. Louis’’. No to elegancko, chata wolna przez cały dzień. Tak powinno być ciągle, wtedy może jakoś wytrzymałabym te 2 miesiące. Leniwie podreptałam do salonu z miską Nesquików i prztykając wszystkie możliwe przyciski na pilocie, w końcu udało mi się włączyć telewizor. Same nudne programy śniadaniowe, trochę muzycznych i standardowo MTV, którego niestety nie udało mi się ominąć. Akurat leciała ta ich nowa pioseneczka… Zdałam sobie sprawę, że nawet nie widziałam do niej teledysku, więc stwierdziłam, że muszę to nadrobić… W końcu to zespół moja brata. Sorry, ale nie dałam rady- basenik dla dzieci, kilka roznegliżowanych lasek i dmuchany banan?- poważnie? Nie moje szeregi, mam inne wymagania co do muzyki. Wyłączyłam ten szajs, zastanawiając się co mogę dziś porobić… Może jakaś ostra biba, żeby mojemu braciszkowi na samym początku znudziła się już moja wizyta…? Nie, niech mu będzie, dziś akurat nie mam ochoty. Z resztą nikogo tu nie znam… Właśnie, powinnam się wybrać na małe zwiedzanko Londynu… gdyby tylko mi się chciało. Wstawając z kanapy, prawie potknęłam się o leżący pod nią laptop. Z ciekawości otworzyłam… o no pięknie, komputer Louisa. Może by tak się zemścić za te małe świństewka, które o mnie wygadywał chłopakom? Tak naprawdę to nawet nie wiem, co mówił, ale ważne, że coś. To mi wystarczy. Poszperałam we wszystkich możliwych folderach, natknęłam się nawet na ich nowe piosenki, które chyba jeszcze nie wyszły… w sumie, to nawet dobry pomysł, żeby je wypuścić, ale to byłaby kara dla wszystkich, a nie na tym mi zależy… Otworzyłam folder ze zdjęciami, pomyślałam, że może chociaż tutaj coś znajdę… nie myliłam się. Ohohahahahaha! Takiej przypałowej foty jeszcze nigdy nie widziałam! Jak Louis może trzymać coś takiego na swoim komputerze?! I to jeszcze zdjęcie jego własnej dziewczyny, którą przecież tak kocha...
Wiem, że to co robię nie jest w porządku, ale kto powiedział, że zamierzam być kochana i miła, tym bardziej dla tej flądry?
,,To zemsta idealna’’ – pomyślałam, klikając ,wstaw’ na stronie mojego bloga. Nie zastanawiałam się, co będzie dalej, najważniejsze, żeby zemścić się nie tylko na Louisie, ale także na tej jego… Nie dokończyłam, gdyż usłyszałam dźwięk otwierającego się zamka u drzwi wejściowych. Pośpiesznie zamknęłam laptopa i ruszyłam do przedpokoju.

~~
Po pierwsze, przepraszam, że tak późno rozdział, ale nauka. -.- Wystarczy to jedno słowo i już wszystko wiadomo :) Aktualnie jestem chora, więc mam trochę więcej czasu, postaram się napisać kilka rozdziałów do przodu.
Nie chciałam, aby główna bohaterka była aż taką żmiją, ale tak wyszło :P Obiecuję, że wszystko się zmieni, dojdzie nawet do tego, że stanie się Directionerką :D Ale to wszystko w swoim czasie. Mam też pomysł na drugiego bloga, ale zacznę go pisać dopiero jak skończę ten :) Wings up! <3 + jeśli czytasz, proszę, pozostaw po sobie mały ślad w postaci komentarza- taki mały gest, ale bardzo dużo dla mnie znaczy . Podrawiam! x

niedziela, 4 listopada 2012


Rozdział Drugi . 


Harry trochę poprawił mi humor, więc nie myślałam już o Louisie. Szczerze mówiąc, co będzie to będzie, czym się tu przejmować? Stres złapał  mnie dopiero przed drzwiami wejściowymi do domu chłopaków. Harry od razu zauważył, że coś jest nie tak.
-Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Chłopacy powinni być już w środku- rzekł pocieszająco, po czym pociągnął za klamkę.
Wpuścił mnie pierwszą. Oniemiałam, gdy zobaczyłam wnętrze tego domu. Nigdy jeszcze nie miałam do czynienia z takimi luksusami. Usłyszałam kroki zbliżające się do przedpokoju, więc wyłoniłam się zza ściany. Ku nam zmierzało trzech dość przystojnych chłopców, lecz nie dostrzegłam wśród nich Louisa. Wszyscy szeroko się uśmiechnęli.
-Witaj nowa lokatorko!- przywitał się jeden z nich, brunet, umięśniony i na krótko obcięty- Liam- wyciągnął do mnie rękę-A to Niall i Zayn- wskazał na dwóch pozostałych, mulata i blondyna.
-Nicole-odpowiedziałam niechętnie.
Zapanowała nieprzyjemna cisza. W końcu odezwał się blondas:
-Nooo… to jak tam minęła podróż?
-Jakoś- odparłam lekko podenerwowana.
Naprawdę nie miałam wtedy ochoty na rozmowy. Nagle dotarł do nas dźwięk otwierających się drzwi wejściowych. Wszyscy odwrócili głowy w ich stronę, tylko nie ja.
-O! Lou w końcu wrócił!- uradował się mulat.
Przeszedł mnie dreszcz. Choć słyszałam coraz głośniejsze kroki brata za sobą, to nie miałam odwagi się odwrócić. Znieruchomiałam, gdy po salonie rozniósł się jego jeszcze dość dziecinny głosik:
-Niki… Jak… jak ty wyrosłaś- jąkał się zszokowany.
Nie no, serio tylko na tyle było go stać?! Żałosne.
-Raczej nic dziwnego, nie będę wiecznie 15-latką…
Z trudem się odwróciłam.
O kurde! Wstrętny potworze, dlaczego zjadłeś mojego brata?! Oddaj mi go natychmiast!
-Miło cię widzieć po tak długim czasie- uśmiechnął się, po czym mnie przytulił.
Czułam się dziwnie, tak dziwnie, że nie byłam w stanie się ruszyć, ani nic powiedzieć. Zmienił się niesamowicie, teraz to zauważyłam. Byłam w szoku, że trochę kasy potrafi tak zamanipulować człowiekiem.
-Stęskniłem się za tobą- szepnął, przerywając uścisk.
Nie wiedziałam, co mu odpowiedzieć. Kierując się uczuciami, powinnam odwzajemnić mu się podobnym wyznaniem, bo to tak naprawdę czułam. Rozum jednak podpowiadał mi, że za bardzo mnie zranił, swoim durnym zachowaniem doprowadził do zniszczenia naszych bardzo dobrych relacji. Choć byliśmy tylko przyszywanym rodzeństwem, to dogadywaliśmy się naprawdę świetnie. Ale nie, bo po co. Lepiej pobiec do swojego kochaniutkiego chomiczka i wybrać ją i karierę zamiast rodziny. Nie zasługiwał na słodkie słówka z mojej strony. Wręcz przeciwnie, zaraz tak go zgaszę, że odechce mu się nawet za Elcią po sklepach latać.
-Ymm… Pokażesz mi mój pokój?
Nie wierzę. Tylko na tyle było mnie stać, poważnie?! Mnie- ogłoszonej królową zemsty i szczytowej wredoty? Co się ze mną, do cholery dzieje?!
Ale chyba po części osiągnęłam swój cel, bo po moich słowach Louisowi automatycznie zrzedła mina. Naiwniak myślał, że rzucę mu się na szyję z tęsknoty.  Może przez chwilę chciałam to zrobić, ale musiałam się ogarnąć. Ja przecież nie jestem taka słaba, nie stchórzę tak łatwo.
Lou wykrzywił tylko usta w grymasie podobnym do uśmiechu.
-Jasne, chodź za mną- powiedział lekko zawiedziony moją reakcją.
Podniósł  walizki i poczłapał na górę, a ja za nim, pozostawiając na sobie zdziwione spojrzenia jego kolegów z zespołu.
Coś czuję, że to będą bardzo długie i męczące dwa miesiące.
~~

no w dupe jasną, jego mać. znowu spartoliłam. ALE POPRAWIE SIĘ OBIECUJĘ, JUŻ WKRÓTCE! :D Mam dość fajne pomysły na dalsze przygody i rozterki głównej bohaterki, tylko obym tego nie zepsuła...-.- :) Teraz rozdziały będą się pojawiały rzadziej, bo długi weekend już się kończy, więc NAUKO WITAJ PONOWNIE! .__. Oczywiście, standardowo proszę o komcie. <3 Nast. rozdz. po 5 komentarzach. x 

piątek, 2 listopada 2012

~Rozdział Pierwszy~


Podróż koszmarnie się dłużyła, co powodowało moje kolejne rozmyślania na temat tego całego wyjazdu. Oczywiście pojawiła się wielka ilość minusów, przez co miałam ochotę wyskoczyć z pociągu podczas jazdy. To i tak pewnie byłoby lepsze od mieszkania przez długie dwa miesiące z bratem, który tak naprawdę mnie nie znosi. Super, jest to niezwykle pocieszające, nie powiem. Wysiadając z tego koszmarnego pociągu, ciągle szukałam wzrokiem Louisa, mama powiedziała, że miał mnie odebrać z peronu. Fakt, że mogłam go nie poznać, w końcu nie widzieliśmy się od jego ostatniego występu w X-Factor. Możliwe też, że się spóźni, w sumie to cały Lou. Usiadłam na ławce i wspominałam chwile, kiedy to w dzieciństwie bawiliśmy się w przeróżne głupie gry wymyślone przez Louisa, np. w Pana Marchewkę i Panią Marchew. Uśmiech od razu zawidniał na moich ustach, o co dzisiaj było bardzo ciężko. Peron był kompletnie pusty. Nagle moim oczom ukazała się sylwetka umięśnionego i przystojnego mężczyzny z bujnymi, brązowymi lokami. Gdy uniósł głowę, spojrzał na mnie swoimi błyszczącymi oczyma o zielonych tęczówkach. Dałabym sobie rękę uciąć, że gdzieś go już widziałam, tylko w ogóle nie mogłam sobie przypomnieć gdzie. Zszokował mnie tylko fakt, że zmierzał w moją stronę. Gdy się ocknęłam, zoorientowałam się, że stał już koło mnie i czekał, aż podniosę się z ławki, co naprawdę nie było takie proste, tym bardziej, że nadal się na mnie patrzył tymi guzikami jak u kota.
-Cześć. To ty jesteś Nicole Tomlinson? – spytał, lecz chyba znał już odpowiedź. Był nieźle zszokowany, co mnie trochę zastanawiało.
-…yhm…no tak- wydukałam- A czemu pytasz?
-Wiesz, Louis mnie poprosił, żebym cię stąd odebrał, miał coś do załatwienia- wyrecytował, zamierzając zachowywać się normalnie, lecz nadal miał oczy jak w pięć złoty.
Czym on się tak zdziwił? Pochlapałam sobie bluzkę sosem od hot-doga, czy jak?!
-Ach Louis, no oczywiście- odrzekłam sarkastycznie i dumie, choć poczułam się lekko olana i zlekceważona- A co znowu? Tylko mi jeszcze powiedz, że w ostatniej chwili zadzwoniła do niego…tamta…-serio się starałam, ale nie potrafiłam wypowiedzieć jej imienia.
-Eleanor?- spytał chłopak już nieźle zszokowany całą tą sytuacją- Nie wiem. Powiedział tylko, że musi coś załatwić i że zobaczycie się już w domu.
Chyba nikt nie chciał widzieć wtedy mojej miny, a tym bardziej miny biednego kolesia, który musiał na to wszystko patrzeć. Byłam taka nabuzowana i wściekła, że najchętniej przywaliłabym każdemu, kto by się do mnie w tamtej chwili odezwał. Fukałam i mówiłam pod nosem wyzwiska pod adresem mojego najwspanialszego braciszka. Znowu mnie olał, znowu. Nie, ja tego dłużej znosić nie będę. Podniosłam walizki z ziemi i wprost rzuciłam się do wyjścia. Przyjaciel Louisa ruszył za mną.
-Czy ja mogę wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi?!- spytał bezradnie.
-Nie- fuknęłam.
Zatrzymał się. Chwilę później zdałam sobie sprawę, że on nie jest niczemu winny. Po prostu chamsko się na nim wyżyłam. Jestem okropna, no ale cóż, taka już najwyraźniej moja natura.
-Sory…-wydusiłam, odwracając się w jego stronę i mając nadzieję, że jeszcze tam stoi.
-Nic nie szkodzi- uśmiechnął się i podszedł do mnie bliżej.
Zabrał ode mnie walizki i poszedł dalej. Jak jakiś ogon ruszyłam za nim. Skubany, wielki był, wysoki i jak robił krok, to były to moje trzy. Wyglądałam przy nim jak jakiś karaczan- metr sześćdziesiąt przy metrze osiemdziesięciu- przezabawny widok. Doszliśmy do czarnego Range-Rovera- kurde, niezłe autko. Koleś musi być nadziany albo mieć kochanych rodziców.
-No to Nicole, czas chyba, żebyś mnie poznała. Jestem Harry- odezwał się, wsiadając do samochodu i szczerząc się przy tym najbardziej jak tylko mógł. No nie powiem uśmiech to miał powalający.
-Harry? Słowo daję, że skądś cię kojarzę, no- zachodziłam w głowę.
Loczek chyba jeszcze nigdy nie miał takiego ubawu jak w tamtym momencie. Kiedy w końcu się uspokoił, odezwał się, jeszcze krztusąc się od śmiechu:
-Może dlatego, że jestem w jednym zespole z Louisem i jego bardzo bliskim przyjacielem? No wiesz, powinnaś kojarzyć…One Direction? Mówi ci to coś? –dalej się ze mnie naśmiewał.
To naprawdę komiczne, nie powiem. Mam prawo nie znać nazwy zespołu swojego brata, a tym bardziej jego przyjaciół, skoro nie rozmawialiśmy ze sobą jakieś dwa lata.
-No już, pośmiałeś się? –wykrzywiłam tylko twarz w grymasie podobnym do uśmiechu. Na nic więcej nie było mnie dziś stać, ale na całe szczęście Harremu chyba wystarczyło, bo odwdzięczył mi się jego uśmiechem firmowym numer 69. Jedyne czego się obawiałam to spotkanie z Louim. Nie wiedziałam jak mnie przyjmie, czy będzie udawał kochającego braciszka, czy po prostu powie głupie ,,cześć’’ i oleje mnie, tak jak to już dziś zrobił. Strasznie się bałam, a przecież nie powinnam, jestem raczej z tych niczym się nie przejmujących. Błogą ciszę i rozmyślania przerwał Loczek swoim chrypiącym i męskim głosem:
-Wiesz, nie przypuszczałem, że będziesz tak wyglądać…
-Yy co? Jak to? To coś ze mną nie tak?
-Nie, właśnie jak najbardziej tak, tylko że…- zaciął się,chyba nie bardzo wiedział jak wybrnąć z sytuacji. Wydawało mi się, że czuł, że niepotrzebnie zaczynał ten temat.
-No co? Dlaczego taki byłeś zdzwiony jak mnie pierwszy raz zobaczyłeś?- dopytywałam się.
-No wiesz…Lou opowiadał nam o tobie…i z jego historii naprawdę nie wyglądasz tak jak teraz…tak dobrze- puścił do mnie oczko, żeby załagodzić sytuację, ale raczej mu to nie wyszło.
-Że co?! No co mówił o mnie Louis? Że jestem zgrzybiałą, obrzydliwą, wredną okularnicą, tak? Czy jeszcze coś gorszego?!
-Nie no, może bez przesady, że zgrzybiałą, ale…
O nie Lou, tak się bawić nie będziemy. Dostaniesz niezłe baty na samo przywitanie, tak na dobry start od siostrzyczki.
-Nie dokańczaj, jestem w stanie wyobrazić sobie, co on tam sobie powymyślał na mój temat.
Harry tylko się zaśmiał i prosił, żebym go przed Louim nie wydała. Może jednak dobrze, że brat nie mógł po mnie przyjechać, chociaż poznałam bliżej Harrego, mogłam z nim porozmawiać i mniej myśleć o Louisie. Niestety, zbliżaliśmy się już do domu 1D i spotkanie z bratem było nieuchronne. Mój plan był prosty: ,,Hej Louis, jak ty wyrosłeś, gdzie mój pokój?’’ i tak całe dwa miesiące…- wydaje się proste, lecz podejrzewam, że wcale takie nie będzie.
 ~
Możecie mnie bez żadnych wyrzutów wysłać do ufoludków za ten rozdział. Zwaliłam kompletnie i to wiem. Może dlatego, że tak bardzo się starałam, żeby się wam spodobał. No ale cóż, mam nadzieję, że następny wyjdzie lepiej :) a wyjdzie on po min. 3 komentarzach . Dziękuję za to, że czytacie i komentujecie, to dla mnie bardzo ważne! <3 xx


czwartek, 1 listopada 2012

Vas happenin? : >

Eloszka! Ja tylko tak krótko: 

To mój pierwszy blog, więc bardzo proszę o wyrozumiałą krytykę, ogólnie proszę o krytykę, bo się przydaje :)
Gdyby było chociaż kilka komentarzy to byłabym wprost wniebowzięta! :D
A i jeszcze jedno: za wszystkie błędy przepraszam, opowiadanie pisane zazwyczaj o późnych porach, więc mam nadzieję, że wybaczycie .
Następny rozdział pojawi się, gdy ujrzę choć jeden przewspaniały komentarzyk pod prologiem...<3 Baaj ! xx
A na dobry sen: wyobraźcie sobie, że Hazza gra dla was kołysankę :) *-*

 Prolog .



-Nigdzie nie jadę!- wydarłam się.
-Zmień ton dziecko!
Mama po raz pierwszy od rozwodu z ojcem tak się zachowywała. Już dawno nie widziałam jej takiej zdenerwowanej. Po chwili się uspokoiła- wzięła parę głębokich wdechów i zaczęła mówić dalej:
-Skarbie, bardzo cię proszę, nie utrudniaj mi tego. Chcę dla ciebie dobrze, przecież wiesz.
-Nie interesuje mnie to. W kółko to powtarzasz, a tak naprawdę tylko pogarszasz sytuację!- zauważyłam, że przesadziłam, więc dokończyłam swoją wypowiedź już spokojniej- Nie rób mi tego. Ja nie chcę wyjeżdżać, nie do niego…- ostatnie słowa wypowiedziałam szeptem, miałam nadzieję, że mama ich nie usłyszy. Niestety się myliłam.
-Nicole, słoneczko, dlaczego masz taki stosunek do swojego własnego brata?- zatroskała się- Przecież zawsze dobrze się dogadywaliście…
-Po pierwsze, jeśli jeszcze nie zapomniałaś mamo, on jest moim przyszywanym bratem. Ale tak, masz rację, świetnie się dogadywaliśmy, póki nie pojawiła się tamta… -nie byłam w stanie wypowiedzieć imienia tej żmii, dobrze, że mama wiedziała, o kogo mi chodzi.
-Oj, a ty znowu o niej. Ona nie jest żadnym problemem. Jestem pewna, że jeżeli byście chciały, mogłybyście się zaprzyjaźnić- stwierdziła zawsze mądra i błyskotliwa mamcia.
-No właśnie nie chcemy. Przynajmniej ja. Jeszcze tego mi brakowało, żeby się kumplować z tą jadowitą flądrą… jeszcze by mnie zaraziła czy coś…
Lucy ciężko westchnęła. Chyba miała już powoli dosyć tych wyzwisk na temat tamtej...której imienia nie wypowiem z różnych powodów, ale wydaję mi się, że mama powinna już zdążyć się do tego przyzwyczaić.
-Jaka ty jesteś uparta!
-I nawzajem! Chyba, że zmieniłaś zdanie na temat mojego wyjazdu do…
-Absolutnie!- zadeklarowała pani tego domu, jednocześnie mi przerywając- Jedziesz i już! I żadnych dyskusji- mówiąc to, odwróciła się na pięcie, aby dokończyć się pakować.
-Maaaamoooo noo! –wyjęczałam- Ale przecież… no… -brakowało mi już argumentów, co tylko podwyższało pozycję mamy - Prawie pełnoletnia jestem HA! –powiedziałam dumnie.
Mama zaśmiała się tylko, ale w taki sposób, jaki denerwuje mnie najbardziej i wprost nakazała mi iść do pokoju i przyszykować sobie walizki. Z oburzeniem pomaszerowałam na piętro, zatrzasnęłam drzwi i zachowując się jak buntownicza nastolatka, włączyłam muzykę na full i wcale nie zamierzałam stosować się do rozkazu mamy. Gdzieś w środku miałam nadzieję, że jeszcze to przemyśli i zmieni zdanie. Jaka szkoda, że byłam taka głupia, że tak sądziłam…
~
Budzik. Znów ten cholerny budzik. Kto go ustawił tak wcześnie rano?! No tak, niepotrzebnie zadawałam sobie to pytanie, przecież znałam odpowiedź. Jak na zawołanie po moim przebudzeniu w pokoju pojawiła się matusieńka, która tak niesamowicie mnie kocha i się o mnie martwi, że wysyła mnie na drugi koniec kraju, do brata, którego nienawidzę, a sama jedzie sobie w ,,sprawach biznesowych’’, jak ona to nazywa, do Europy. Żart, po prostu żart. I to własna matka. Naprawdę, nie spodziewałam się tego po niej, ale szczerze, nie miałam już ochoty się z nią kłócić, niestety raczej nie obyłoby się bez tego…
-Spakowałaś się?- spytała, kiedy zorientowała się, że pośród rozwalonych bluzek, starych kanapek i innych niepotrzebnych rzeczy nie ma walizek, do których kazała mi się wczoraj spakować.
-Ymm… a po co? – jak ja uwielbiałam ją irytować- Przecież ci mówiłam, że nigdzie nie jadę.
-Ależ owszem, jedziesz moja droga. Zrozum, że ja naprawdę muszę wyjechać, a ciebie samej w domu nie zostawię, nie ma mowy.
Co to miało być? Ona myśli, że urządzę jakąś ostrą bibę na całe Doncaster i przewrócę dom do góry nogami?! No… może i dobrze myślała…
-Acha… czyli mi nie ufasz?!
-Nie w tym rzecz. Wstawaj, za 2 godziny masz pociąg do Londynu- zawsze potrafiła umiejętnie wybrnąć z sytuacji.
Całą minioną noc myślałam nad tym, czy jechać. Minusów było zdecydowanie więcej, ale w sumie, co mi szkodzi? Będę blisko tej jaszczurki, porobię jej trochę żartów- czasem śmiesznych, czasem mniej…- powyśmiewam się z Londyńczyków, zobaczę Big Ben i resztę tych ,,niesamowitych’’ zabytków, które i tak nic nie wniosą do mojego życia. No i w Londynie mieszka dużo gwiazd, może uda mi się jakąś spotkać przez te 2 miesiące? To może być ogólnie fajna przygoda… Tak rozmyślając, nawet nie zauważyłam, kiedy stałam już gotowa do wyjścia z torbami w rękach. ,,Co ta mama potrafi zrobić z człowiekiem?! Zawsze dopina swego…’’ Ale w sumie, może to i dobrze. Pożegnałam się z moim ukochanym bałaganikiem w pokoju, starą, skrzypiącą kanapą i oczywiście komputerem-dinozaurem, na którym nie wyżyję się przez ten dość długi czas. Zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam do samochodu. Z jednej strony byłam wściekła, z drugiej zaś wiedziałam, że czeka mnie największa przygoda mojego życia.

Bohaterowie .


Nicole Tomlinson- 17-letnia zbuntowana nastolatka. Przyszywana siostra Louisa Tomlinsona. Odkąd jej rodzice się rozwiedli ma problemy w szkole.
Słucha rocka. Jest raczej nieprzystępna, trudno do niej dotrzeć. Uważa się za niekochaną i sama twierdzi, że kochać nie potrafi.
~~
Lucy Carliste(41 lat)- mama Nicole, pani bizneswoman. Po rozwodzie z ojcem Louisa stała się silną i niezależną kobietą.
Emily Fester(17 lat)- przyjaciółka Nicole, znają się od podstawówki. Niestety, odkąd Nicole jedzie do Londynu, ich kontakty zanikają.
Mandy Wendsley(18 lat)- nowa znajoma Nicole, poznały się w Londynie na warsztatach tanecznych. Zwariowana, rozgadana i towarzyska. To ona tak naprawdę stawia Nicole do pionu.
Alice Dogann(18 lat)- modelka, była dziewczyna Harrego. Śliczna, pewna siebie,próżna, skupiona głównie na sobie i własnym wyglądzie. Odkąd Harry stał się sławny, chce do niego wrócić.
Eleanor Calder(20 lat)-z pozoru miła, zabawna dziewczyna, szczerze nienawidzi siostry Louisa, lecz stara się przy nim tego nie okazywać. Dba o fanów swojego chłopaka. Wszyscy ją uwielbiają.
NO I OCZYWIŚCIE ONE DIRECTION, których przedstawiać wam chyba nie muszę... :D x
+postacie epizodyczne i gwiazdy występujące gościnnie