Siedemnastoletnia Nicole wbrew własnej woli wyjeżdża do przyrodniego brata Louisa do Londynu. Na początku nie może zaklimatyzować się w nowym miejscu, lecz pomaga jej w tym bardzo dobry przyjaciel Louisa...Co wyniknie z tej znajomości? Czy Nicole będzie gotowa na związek z gwiazdą?

piątek, 2 listopada 2012

~Rozdział Pierwszy~


Podróż koszmarnie się dłużyła, co powodowało moje kolejne rozmyślania na temat tego całego wyjazdu. Oczywiście pojawiła się wielka ilość minusów, przez co miałam ochotę wyskoczyć z pociągu podczas jazdy. To i tak pewnie byłoby lepsze od mieszkania przez długie dwa miesiące z bratem, który tak naprawdę mnie nie znosi. Super, jest to niezwykle pocieszające, nie powiem. Wysiadając z tego koszmarnego pociągu, ciągle szukałam wzrokiem Louisa, mama powiedziała, że miał mnie odebrać z peronu. Fakt, że mogłam go nie poznać, w końcu nie widzieliśmy się od jego ostatniego występu w X-Factor. Możliwe też, że się spóźni, w sumie to cały Lou. Usiadłam na ławce i wspominałam chwile, kiedy to w dzieciństwie bawiliśmy się w przeróżne głupie gry wymyślone przez Louisa, np. w Pana Marchewkę i Panią Marchew. Uśmiech od razu zawidniał na moich ustach, o co dzisiaj było bardzo ciężko. Peron był kompletnie pusty. Nagle moim oczom ukazała się sylwetka umięśnionego i przystojnego mężczyzny z bujnymi, brązowymi lokami. Gdy uniósł głowę, spojrzał na mnie swoimi błyszczącymi oczyma o zielonych tęczówkach. Dałabym sobie rękę uciąć, że gdzieś go już widziałam, tylko w ogóle nie mogłam sobie przypomnieć gdzie. Zszokował mnie tylko fakt, że zmierzał w moją stronę. Gdy się ocknęłam, zoorientowałam się, że stał już koło mnie i czekał, aż podniosę się z ławki, co naprawdę nie było takie proste, tym bardziej, że nadal się na mnie patrzył tymi guzikami jak u kota.
-Cześć. To ty jesteś Nicole Tomlinson? – spytał, lecz chyba znał już odpowiedź. Był nieźle zszokowany, co mnie trochę zastanawiało.
-…yhm…no tak- wydukałam- A czemu pytasz?
-Wiesz, Louis mnie poprosił, żebym cię stąd odebrał, miał coś do załatwienia- wyrecytował, zamierzając zachowywać się normalnie, lecz nadal miał oczy jak w pięć złoty.
Czym on się tak zdziwił? Pochlapałam sobie bluzkę sosem od hot-doga, czy jak?!
-Ach Louis, no oczywiście- odrzekłam sarkastycznie i dumie, choć poczułam się lekko olana i zlekceważona- A co znowu? Tylko mi jeszcze powiedz, że w ostatniej chwili zadzwoniła do niego…tamta…-serio się starałam, ale nie potrafiłam wypowiedzieć jej imienia.
-Eleanor?- spytał chłopak już nieźle zszokowany całą tą sytuacją- Nie wiem. Powiedział tylko, że musi coś załatwić i że zobaczycie się już w domu.
Chyba nikt nie chciał widzieć wtedy mojej miny, a tym bardziej miny biednego kolesia, który musiał na to wszystko patrzeć. Byłam taka nabuzowana i wściekła, że najchętniej przywaliłabym każdemu, kto by się do mnie w tamtej chwili odezwał. Fukałam i mówiłam pod nosem wyzwiska pod adresem mojego najwspanialszego braciszka. Znowu mnie olał, znowu. Nie, ja tego dłużej znosić nie będę. Podniosłam walizki z ziemi i wprost rzuciłam się do wyjścia. Przyjaciel Louisa ruszył za mną.
-Czy ja mogę wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi?!- spytał bezradnie.
-Nie- fuknęłam.
Zatrzymał się. Chwilę później zdałam sobie sprawę, że on nie jest niczemu winny. Po prostu chamsko się na nim wyżyłam. Jestem okropna, no ale cóż, taka już najwyraźniej moja natura.
-Sory…-wydusiłam, odwracając się w jego stronę i mając nadzieję, że jeszcze tam stoi.
-Nic nie szkodzi- uśmiechnął się i podszedł do mnie bliżej.
Zabrał ode mnie walizki i poszedł dalej. Jak jakiś ogon ruszyłam za nim. Skubany, wielki był, wysoki i jak robił krok, to były to moje trzy. Wyglądałam przy nim jak jakiś karaczan- metr sześćdziesiąt przy metrze osiemdziesięciu- przezabawny widok. Doszliśmy do czarnego Range-Rovera- kurde, niezłe autko. Koleś musi być nadziany albo mieć kochanych rodziców.
-No to Nicole, czas chyba, żebyś mnie poznała. Jestem Harry- odezwał się, wsiadając do samochodu i szczerząc się przy tym najbardziej jak tylko mógł. No nie powiem uśmiech to miał powalający.
-Harry? Słowo daję, że skądś cię kojarzę, no- zachodziłam w głowę.
Loczek chyba jeszcze nigdy nie miał takiego ubawu jak w tamtym momencie. Kiedy w końcu się uspokoił, odezwał się, jeszcze krztusąc się od śmiechu:
-Może dlatego, że jestem w jednym zespole z Louisem i jego bardzo bliskim przyjacielem? No wiesz, powinnaś kojarzyć…One Direction? Mówi ci to coś? –dalej się ze mnie naśmiewał.
To naprawdę komiczne, nie powiem. Mam prawo nie znać nazwy zespołu swojego brata, a tym bardziej jego przyjaciół, skoro nie rozmawialiśmy ze sobą jakieś dwa lata.
-No już, pośmiałeś się? –wykrzywiłam tylko twarz w grymasie podobnym do uśmiechu. Na nic więcej nie było mnie dziś stać, ale na całe szczęście Harremu chyba wystarczyło, bo odwdzięczył mi się jego uśmiechem firmowym numer 69. Jedyne czego się obawiałam to spotkanie z Louim. Nie wiedziałam jak mnie przyjmie, czy będzie udawał kochającego braciszka, czy po prostu powie głupie ,,cześć’’ i oleje mnie, tak jak to już dziś zrobił. Strasznie się bałam, a przecież nie powinnam, jestem raczej z tych niczym się nie przejmujących. Błogą ciszę i rozmyślania przerwał Loczek swoim chrypiącym i męskim głosem:
-Wiesz, nie przypuszczałem, że będziesz tak wyglądać…
-Yy co? Jak to? To coś ze mną nie tak?
-Nie, właśnie jak najbardziej tak, tylko że…- zaciął się,chyba nie bardzo wiedział jak wybrnąć z sytuacji. Wydawało mi się, że czuł, że niepotrzebnie zaczynał ten temat.
-No co? Dlaczego taki byłeś zdzwiony jak mnie pierwszy raz zobaczyłeś?- dopytywałam się.
-No wiesz…Lou opowiadał nam o tobie…i z jego historii naprawdę nie wyglądasz tak jak teraz…tak dobrze- puścił do mnie oczko, żeby załagodzić sytuację, ale raczej mu to nie wyszło.
-Że co?! No co mówił o mnie Louis? Że jestem zgrzybiałą, obrzydliwą, wredną okularnicą, tak? Czy jeszcze coś gorszego?!
-Nie no, może bez przesady, że zgrzybiałą, ale…
O nie Lou, tak się bawić nie będziemy. Dostaniesz niezłe baty na samo przywitanie, tak na dobry start od siostrzyczki.
-Nie dokańczaj, jestem w stanie wyobrazić sobie, co on tam sobie powymyślał na mój temat.
Harry tylko się zaśmiał i prosił, żebym go przed Louim nie wydała. Może jednak dobrze, że brat nie mógł po mnie przyjechać, chociaż poznałam bliżej Harrego, mogłam z nim porozmawiać i mniej myśleć o Louisie. Niestety, zbliżaliśmy się już do domu 1D i spotkanie z bratem było nieuchronne. Mój plan był prosty: ,,Hej Louis, jak ty wyrosłeś, gdzie mój pokój?’’ i tak całe dwa miesiące…- wydaje się proste, lecz podejrzewam, że wcale takie nie będzie.
 ~
Możecie mnie bez żadnych wyrzutów wysłać do ufoludków za ten rozdział. Zwaliłam kompletnie i to wiem. Może dlatego, że tak bardzo się starałam, żeby się wam spodobał. No ale cóż, mam nadzieję, że następny wyjdzie lepiej :) a wyjdzie on po min. 3 komentarzach . Dziękuję za to, że czytacie i komentujecie, to dla mnie bardzo ważne! <3 xx


5 komentarzy:

  1. E tam! XD Fajny rozdzialik ; *** <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Całkiem niezły XD Czekam na następny! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Super !!! Pisz dalej !!! :) Dalej chce mi sie czytac !!! To wciaga jak jakas super ksiazka !!! Serio !!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach wielkie dzięki ! <3 bardzo miło czytać takie komentarze, to zachęca do dalszego pisania ;)

      Usuń
  4. Ty mi tu nie pierdol, bo jest zajebisty . :D
    chcę już kolejny jak najszybciej .. aww. :3
    ciekawie się zaczyna .
    Pozdrawiam.

    wszystkotrwadopokisamtegochcesz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń