~Rozdział Pierwszy~
Podróż koszmarnie się
dłużyła, co powodowało moje kolejne rozmyślania na temat tego całego wyjazdu. Oczywiście
pojawiła się wielka ilość minusów, przez co miałam ochotę wyskoczyć z pociągu podczas
jazdy. To i tak pewnie byłoby lepsze od mieszkania przez długie dwa miesiące z
bratem, który tak naprawdę mnie nie znosi. Super, jest to niezwykle
pocieszające, nie powiem. Wysiadając z tego koszmarnego pociągu, ciągle
szukałam wzrokiem Louisa, mama powiedziała, że miał mnie odebrać z peronu. Fakt,
że mogłam go nie poznać, w końcu nie widzieliśmy się od jego ostatniego występu
w X-Factor. Możliwe też, że się spóźni, w sumie to cały Lou. Usiadłam na ławce i
wspominałam chwile, kiedy to w dzieciństwie bawiliśmy się w przeróżne głupie
gry wymyślone przez Louisa, np. w Pana Marchewkę i Panią Marchew. Uśmiech od
razu zawidniał na moich ustach, o co dzisiaj było bardzo ciężko. Peron był kompletnie
pusty. Nagle moim oczom ukazała się sylwetka umięśnionego i przystojnego
mężczyzny z bujnymi, brązowymi lokami. Gdy uniósł głowę, spojrzał na mnie
swoimi błyszczącymi oczyma o zielonych tęczówkach. Dałabym sobie rękę uciąć, że
gdzieś go już widziałam, tylko w ogóle nie mogłam sobie przypomnieć gdzie. Zszokował
mnie tylko fakt, że zmierzał w moją stronę. Gdy się ocknęłam, zoorientowałam
się, że stał już koło mnie i czekał, aż podniosę się z ławki, co naprawdę nie
było takie proste, tym bardziej, że nadal się na mnie patrzył tymi guzikami jak
u kota.
-Cześć. To ty jesteś Nicole Tomlinson? – spytał, lecz chyba znał już
odpowiedź. Był nieźle zszokowany, co mnie trochę zastanawiało.
-…yhm…no tak- wydukałam- A czemu pytasz?
-Wiesz, Louis mnie poprosił, żebym cię stąd odebrał, miał coś do
załatwienia- wyrecytował, zamierzając zachowywać się normalnie, lecz nadal
miał oczy jak w pięć złoty.
Czym on się tak zdziwił?
Pochlapałam sobie bluzkę sosem od hot-doga, czy jak?!
-Ach Louis, no oczywiście- odrzekłam sarkastycznie i dumie, choć
poczułam się lekko olana i zlekceważona- A
co znowu? Tylko mi jeszcze powiedz,
że w ostatniej chwili zadzwoniła do niego…tamta…-serio się starałam, ale
nie potrafiłam wypowiedzieć jej imienia.
-Eleanor?- spytał chłopak już nieźle zszokowany całą tą sytuacją- Nie wiem. Powiedział tylko, że musi coś
załatwić i że zobaczycie się już w domu.
Chyba nikt nie chciał
widzieć wtedy mojej miny, a tym bardziej miny biednego kolesia, który musiał na
to wszystko patrzeć. Byłam taka nabuzowana i wściekła, że najchętniej
przywaliłabym każdemu, kto by się do mnie w tamtej chwili odezwał. Fukałam i
mówiłam pod nosem wyzwiska pod adresem mojego najwspanialszego braciszka. Znowu
mnie olał, znowu. Nie, ja tego dłużej znosić nie będę. Podniosłam walizki z
ziemi i wprost rzuciłam się do wyjścia. Przyjaciel Louisa ruszył za mną.
-Czy ja mogę wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi?!- spytał
bezradnie.
-Nie- fuknęłam.
Zatrzymał się. Chwilę później
zdałam sobie sprawę, że on nie jest niczemu winny. Po prostu chamsko się na nim
wyżyłam. Jestem okropna, no ale cóż, taka już najwyraźniej moja natura.
-Sory…-wydusiłam, odwracając się w jego stronę i mając nadzieję, że
jeszcze tam stoi.
-Nic nie szkodzi- uśmiechnął się i podszedł do mnie bliżej.
Zabrał ode mnie walizki i
poszedł dalej. Jak jakiś ogon ruszyłam za nim. Skubany, wielki był, wysoki i
jak robił krok, to były to moje trzy. Wyglądałam przy nim jak jakiś karaczan-
metr sześćdziesiąt przy metrze osiemdziesięciu- przezabawny widok. Doszliśmy do
czarnego Range-Rovera- kurde, niezłe autko. Koleś musi być nadziany albo mieć kochanych
rodziców.
-No to Nicole, czas chyba, żebyś mnie poznała. Jestem Harry- odezwał
się, wsiadając do samochodu i szczerząc się przy tym najbardziej jak tylko
mógł. No nie powiem uśmiech to miał powalający.
-Harry? Słowo daję, że skądś cię kojarzę, no- zachodziłam w głowę.
Loczek chyba jeszcze
nigdy nie miał takiego ubawu jak w tamtym momencie. Kiedy w końcu się uspokoił,
odezwał się, jeszcze krztusąc się od śmiechu:
-Może dlatego, że jestem w jednym zespole z Louisem i jego bardzo
bliskim przyjacielem? No wiesz, powinnaś kojarzyć…One Direction? Mówi ci to coś?
–dalej się ze mnie naśmiewał.
To naprawdę komiczne, nie
powiem. Mam prawo nie znać nazwy zespołu swojego brata, a tym bardziej jego
przyjaciół, skoro nie rozmawialiśmy ze sobą jakieś dwa lata.
-No już, pośmiałeś się? –wykrzywiłam tylko twarz w grymasie podobnym
do uśmiechu. Na nic więcej nie było mnie dziś stać, ale na całe szczęście
Harremu chyba wystarczyło, bo odwdzięczył mi się jego uśmiechem firmowym numer
69. Jedyne czego się obawiałam to spotkanie z Louim. Nie wiedziałam jak mnie
przyjmie, czy będzie udawał kochającego braciszka, czy po prostu powie głupie
,,cześć’’ i oleje mnie, tak jak to już dziś zrobił. Strasznie się bałam, a
przecież nie powinnam, jestem raczej z tych niczym się nie przejmujących. Błogą
ciszę i rozmyślania przerwał Loczek swoim chrypiącym i męskim głosem:
-Wiesz, nie przypuszczałem, że będziesz tak
wyglądać…
-Yy co? Jak to? To coś ze mną nie tak?
-Nie, właśnie jak najbardziej tak, tylko że…- zaciął się,chyba nie bardzo wiedział jak wybrnąć
z sytuacji. Wydawało mi się, że czuł, że niepotrzebnie zaczynał ten temat.
-No co? Dlaczego taki byłeś zdzwiony jak mnie
pierwszy raz zobaczyłeś?-
dopytywałam się.
-No wiesz…Lou opowiadał nam o tobie…i z jego
historii naprawdę nie wyglądasz tak jak teraz…tak dobrze- puścił do mnie oczko, żeby załagodzić sytuację,
ale raczej mu to nie wyszło.
-Że co?! No co mówił o mnie Louis? Że jestem zgrzybiałą, obrzydliwą,
wredną okularnicą, tak? Czy jeszcze coś gorszego?!
-Nie no, może bez przesady, że zgrzybiałą, ale…
O nie Lou, tak się bawić
nie będziemy. Dostaniesz niezłe baty na samo przywitanie, tak na dobry start od
siostrzyczki.
-Nie dokańczaj, jestem w stanie wyobrazić sobie,
co on tam sobie powymyślał na mój temat.
Harry tylko się zaśmiał i
prosił, żebym go przed Louim nie wydała. Może jednak dobrze, że brat nie mógł
po mnie przyjechać, chociaż poznałam bliżej Harrego, mogłam z nim porozmawiać i
mniej myśleć o Louisie. Niestety, zbliżaliśmy się już do domu 1D i spotkanie z
bratem było nieuchronne. Mój plan był prosty: ,,Hej Louis, jak ty wyrosłeś,
gdzie mój pokój?’’ i tak całe dwa miesiące…- wydaje się proste, lecz
podejrzewam, że wcale takie nie będzie.
Możecie mnie bez żadnych wyrzutów wysłać do ufoludków za ten rozdział. Zwaliłam kompletnie i to wiem. Może dlatego, że tak bardzo się starałam, żeby się wam spodobał. No ale cóż, mam nadzieję, że następny wyjdzie lepiej :) a wyjdzie on po min. 3 komentarzach . Dziękuję za to, że czytacie i komentujecie, to dla mnie bardzo ważne! <3 xx
E tam! XD Fajny rozdzialik ; *** <3
OdpowiedzUsuńCałkiem niezły XD Czekam na następny! <3
OdpowiedzUsuńSuper !!! Pisz dalej !!! :) Dalej chce mi sie czytac !!! To wciaga jak jakas super ksiazka !!! Serio !!! :)
OdpowiedzUsuńAch wielkie dzięki ! <3 bardzo miło czytać takie komentarze, to zachęca do dalszego pisania ;)
UsuńTy mi tu nie pierdol, bo jest zajebisty . :D
OdpowiedzUsuńchcę już kolejny jak najszybciej .. aww. :3
ciekawie się zaczyna .
Pozdrawiam.
wszystkotrwadopokisamtegochcesz.blogspot.com/