Prolog .
-Nigdzie nie
jadę!- wydarłam się.
-Zmień ton
dziecko!
Mama po raz pierwszy od rozwodu z ojcem tak się
zachowywała. Już dawno nie widziałam jej takiej zdenerwowanej. Po chwili się uspokoiła-
wzięła parę głębokich wdechów i zaczęła mówić dalej:
-Skarbie,
bardzo cię proszę, nie utrudniaj mi tego. Chcę dla ciebie dobrze, przecież
wiesz.
-Nie
interesuje mnie to. W kółko to powtarzasz, a tak naprawdę tylko pogarszasz
sytuację!- zauważyłam, że przesadziłam, więc dokończyłam swoją wypowiedź
już spokojniej- Nie rób mi tego. Ja nie
chcę wyjeżdżać, nie do niego…- ostatnie słowa wypowiedziałam szeptem,
miałam nadzieję, że mama ich nie usłyszy. Niestety się myliłam.
-Nicole,
słoneczko, dlaczego masz taki stosunek do swojego własnego brata?-
zatroskała się- Przecież zawsze dobrze
się dogadywaliście…
-Po
pierwsze, jeśli jeszcze nie zapomniałaś mamo, on jest moim przyszywanym bratem. Ale tak, masz rację, świetnie się
dogadywaliśmy, póki nie pojawiła się tamta… -nie byłam w stanie
wypowiedzieć imienia tej żmii, dobrze, że mama wiedziała, o kogo mi chodzi.
-Oj, a ty
znowu o niej. Ona nie jest żadnym problemem. Jestem pewna, że jeżeli byście
chciały, mogłybyście się zaprzyjaźnić- stwierdziła zawsze mądra i
błyskotliwa mamcia.
-No właśnie
nie chcemy. Przynajmniej ja. Jeszcze tego mi brakowało, żeby się kumplować z tą
jadowitą flądrą… jeszcze by mnie zaraziła czy coś…
Lucy ciężko westchnęła. Chyba miała już powoli dosyć
tych wyzwisk na temat tamtej...której imienia nie wypowiem z różnych powodów,
ale wydaję mi się, że mama powinna już zdążyć się do tego przyzwyczaić.
-Jaka ty
jesteś uparta!
-I nawzajem!
Chyba, że zmieniłaś zdanie na temat mojego wyjazdu do…
-Absolutnie!-
zadeklarowała pani tego domu, jednocześnie mi przerywając- Jedziesz i już! I żadnych dyskusji- mówiąc to, odwróciła się na
pięcie, aby dokończyć się pakować.
-Maaaamoooo
noo! –wyjęczałam- Ale przecież… no…
-brakowało mi już argumentów, co tylko podwyższało pozycję mamy - Prawie pełnoletnia jestem HA! –powiedziałam
dumnie.
Mama zaśmiała się tylko, ale w taki sposób, jaki
denerwuje mnie najbardziej i wprost nakazała mi iść do pokoju i przyszykować
sobie walizki. Z oburzeniem pomaszerowałam na piętro, zatrzasnęłam drzwi i
zachowując się jak buntownicza nastolatka, włączyłam muzykę na full i wcale nie
zamierzałam stosować się do rozkazu mamy. Gdzieś w środku miałam nadzieję, że
jeszcze to przemyśli i zmieni zdanie. Jaka szkoda, że byłam taka głupia, że tak
sądziłam…
~
Budzik. Znów ten cholerny budzik. Kto go ustawił
tak wcześnie rano?! No tak, niepotrzebnie zadawałam sobie to pytanie, przecież
znałam odpowiedź. Jak na zawołanie po moim przebudzeniu w pokoju pojawiła się matusieńka,
która tak niesamowicie mnie kocha i się o mnie martwi, że wysyła mnie na drugi
koniec kraju, do brata, którego nienawidzę, a sama jedzie sobie w ,,sprawach
biznesowych’’, jak ona to nazywa, do Europy. Żart, po prostu żart. I to własna
matka. Naprawdę, nie spodziewałam się tego po niej, ale szczerze, nie miałam
już ochoty się z nią kłócić, niestety raczej nie obyłoby się bez tego…
-Spakowałaś
się?- spytała, kiedy zorientowała się, że pośród rozwalonych bluzek,
starych kanapek i innych niepotrzebnych rzeczy nie ma walizek, do których
kazała mi się wczoraj spakować.
-Ymm… a po
co? – jak ja uwielbiałam ją irytować- Przecież
ci mówiłam, że nigdzie nie jadę.
-Ależ
owszem, jedziesz moja droga. Zrozum, że ja naprawdę muszę wyjechać, a ciebie
samej w domu nie zostawię, nie ma mowy.
Co to miało być? Ona myśli, że urządzę jakąś ostrą
bibę na całe Doncaster i przewrócę dom do góry nogami?! No… może i dobrze
myślała…
-Acha… czyli
mi nie ufasz?!
-Nie w tym
rzecz. Wstawaj, za 2 godziny masz pociąg do Londynu- zawsze potrafiła umiejętnie
wybrnąć z sytuacji.
Całą minioną noc myślałam nad tym, czy jechać.
Minusów było zdecydowanie więcej, ale w sumie, co mi szkodzi? Będę blisko tej jaszczurki,
porobię jej trochę żartów- czasem śmiesznych, czasem mniej…- powyśmiewam się z
Londyńczyków, zobaczę Big Ben i resztę tych ,,niesamowitych’’ zabytków, które i
tak nic nie wniosą do mojego życia. No i w Londynie mieszka dużo gwiazd, może
uda mi się jakąś spotkać przez te 2 miesiące? To może być ogólnie fajna
przygoda… Tak rozmyślając, nawet nie zauważyłam, kiedy stałam już gotowa do
wyjścia z torbami w rękach. ,,Co ta mama potrafi zrobić z człowiekiem?! Zawsze
dopina swego…’’ Ale w sumie, może to i dobrze. Pożegnałam się z moim ukochanym
bałaganikiem w pokoju, starą, skrzypiącą kanapą i oczywiście
komputerem-dinozaurem, na którym nie wyżyję się przez ten dość długi czas.
Zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam do samochodu. Z jednej strony byłam
wściekła, z drugiej zaś wiedziałam, że czeka mnie największa przygoda mojego życia.
Fajnie mi się czytało ;) Cudny, cudny blog ♥
OdpowiedzUsuńNie umiem się doczekać 1 rozdziału ;***
Super ta historyjka !!! :) Ja to bym chciała do Londynu...
OdpowiedzUsuńŚwietny prolog! *.* Czekam na 1 rozdział! :DD
OdpowiedzUsuń~Caroline~
hahahaha żmija,jadowita flądra- cała Elcia hahahahaha <3 noo już się nie mogę doczekać dalszych rozdziałów!! sie pośmiejemy ;D a ta w ogóle o świeeetnie się czyta xx
OdpowiedzUsuńOch jaka ty słodziaśna <3 xd Dziękuję , dzisiaj wstawię :)
Usuń