Siedemnastoletnia Nicole wbrew własnej woli wyjeżdża do przyrodniego brata Louisa do Londynu. Na początku nie może zaklimatyzować się w nowym miejscu, lecz pomaga jej w tym bardzo dobry przyjaciel Louisa...Co wyniknie z tej znajomości? Czy Nicole będzie gotowa na związek z gwiazdą?

czwartek, 1 listopada 2012

 Prolog .



-Nigdzie nie jadę!- wydarłam się.
-Zmień ton dziecko!
Mama po raz pierwszy od rozwodu z ojcem tak się zachowywała. Już dawno nie widziałam jej takiej zdenerwowanej. Po chwili się uspokoiła- wzięła parę głębokich wdechów i zaczęła mówić dalej:
-Skarbie, bardzo cię proszę, nie utrudniaj mi tego. Chcę dla ciebie dobrze, przecież wiesz.
-Nie interesuje mnie to. W kółko to powtarzasz, a tak naprawdę tylko pogarszasz sytuację!- zauważyłam, że przesadziłam, więc dokończyłam swoją wypowiedź już spokojniej- Nie rób mi tego. Ja nie chcę wyjeżdżać, nie do niego…- ostatnie słowa wypowiedziałam szeptem, miałam nadzieję, że mama ich nie usłyszy. Niestety się myliłam.
-Nicole, słoneczko, dlaczego masz taki stosunek do swojego własnego brata?- zatroskała się- Przecież zawsze dobrze się dogadywaliście…
-Po pierwsze, jeśli jeszcze nie zapomniałaś mamo, on jest moim przyszywanym bratem. Ale tak, masz rację, świetnie się dogadywaliśmy, póki nie pojawiła się tamta… -nie byłam w stanie wypowiedzieć imienia tej żmii, dobrze, że mama wiedziała, o kogo mi chodzi.
-Oj, a ty znowu o niej. Ona nie jest żadnym problemem. Jestem pewna, że jeżeli byście chciały, mogłybyście się zaprzyjaźnić- stwierdziła zawsze mądra i błyskotliwa mamcia.
-No właśnie nie chcemy. Przynajmniej ja. Jeszcze tego mi brakowało, żeby się kumplować z tą jadowitą flądrą… jeszcze by mnie zaraziła czy coś…
Lucy ciężko westchnęła. Chyba miała już powoli dosyć tych wyzwisk na temat tamtej...której imienia nie wypowiem z różnych powodów, ale wydaję mi się, że mama powinna już zdążyć się do tego przyzwyczaić.
-Jaka ty jesteś uparta!
-I nawzajem! Chyba, że zmieniłaś zdanie na temat mojego wyjazdu do…
-Absolutnie!- zadeklarowała pani tego domu, jednocześnie mi przerywając- Jedziesz i już! I żadnych dyskusji- mówiąc to, odwróciła się na pięcie, aby dokończyć się pakować.
-Maaaamoooo noo! –wyjęczałam- Ale przecież… no… -brakowało mi już argumentów, co tylko podwyższało pozycję mamy - Prawie pełnoletnia jestem HA! –powiedziałam dumnie.
Mama zaśmiała się tylko, ale w taki sposób, jaki denerwuje mnie najbardziej i wprost nakazała mi iść do pokoju i przyszykować sobie walizki. Z oburzeniem pomaszerowałam na piętro, zatrzasnęłam drzwi i zachowując się jak buntownicza nastolatka, włączyłam muzykę na full i wcale nie zamierzałam stosować się do rozkazu mamy. Gdzieś w środku miałam nadzieję, że jeszcze to przemyśli i zmieni zdanie. Jaka szkoda, że byłam taka głupia, że tak sądziłam…
~
Budzik. Znów ten cholerny budzik. Kto go ustawił tak wcześnie rano?! No tak, niepotrzebnie zadawałam sobie to pytanie, przecież znałam odpowiedź. Jak na zawołanie po moim przebudzeniu w pokoju pojawiła się matusieńka, która tak niesamowicie mnie kocha i się o mnie martwi, że wysyła mnie na drugi koniec kraju, do brata, którego nienawidzę, a sama jedzie sobie w ,,sprawach biznesowych’’, jak ona to nazywa, do Europy. Żart, po prostu żart. I to własna matka. Naprawdę, nie spodziewałam się tego po niej, ale szczerze, nie miałam już ochoty się z nią kłócić, niestety raczej nie obyłoby się bez tego…
-Spakowałaś się?- spytała, kiedy zorientowała się, że pośród rozwalonych bluzek, starych kanapek i innych niepotrzebnych rzeczy nie ma walizek, do których kazała mi się wczoraj spakować.
-Ymm… a po co? – jak ja uwielbiałam ją irytować- Przecież ci mówiłam, że nigdzie nie jadę.
-Ależ owszem, jedziesz moja droga. Zrozum, że ja naprawdę muszę wyjechać, a ciebie samej w domu nie zostawię, nie ma mowy.
Co to miało być? Ona myśli, że urządzę jakąś ostrą bibę na całe Doncaster i przewrócę dom do góry nogami?! No… może i dobrze myślała…
-Acha… czyli mi nie ufasz?!
-Nie w tym rzecz. Wstawaj, za 2 godziny masz pociąg do Londynu- zawsze potrafiła umiejętnie wybrnąć z sytuacji.
Całą minioną noc myślałam nad tym, czy jechać. Minusów było zdecydowanie więcej, ale w sumie, co mi szkodzi? Będę blisko tej jaszczurki, porobię jej trochę żartów- czasem śmiesznych, czasem mniej…- powyśmiewam się z Londyńczyków, zobaczę Big Ben i resztę tych ,,niesamowitych’’ zabytków, które i tak nic nie wniosą do mojego życia. No i w Londynie mieszka dużo gwiazd, może uda mi się jakąś spotkać przez te 2 miesiące? To może być ogólnie fajna przygoda… Tak rozmyślając, nawet nie zauważyłam, kiedy stałam już gotowa do wyjścia z torbami w rękach. ,,Co ta mama potrafi zrobić z człowiekiem?! Zawsze dopina swego…’’ Ale w sumie, może to i dobrze. Pożegnałam się z moim ukochanym bałaganikiem w pokoju, starą, skrzypiącą kanapą i oczywiście komputerem-dinozaurem, na którym nie wyżyję się przez ten dość długi czas. Zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam do samochodu. Z jednej strony byłam wściekła, z drugiej zaś wiedziałam, że czeka mnie największa przygoda mojego życia.

5 komentarzy:

  1. Fajnie mi się czytało ;) Cudny, cudny blog ♥
    Nie umiem się doczekać 1 rozdziału ;***

    OdpowiedzUsuń
  2. Super ta historyjka !!! :) Ja to bym chciała do Londynu...

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny prolog! *.* Czekam na 1 rozdział! :DD

    ~Caroline~

    OdpowiedzUsuń
  4. hahahaha żmija,jadowita flądra- cała Elcia hahahahaha <3 noo już się nie mogę doczekać dalszych rozdziałów!! sie pośmiejemy ;D a ta w ogóle o świeeetnie się czyta xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och jaka ty słodziaśna <3 xd Dziękuję , dzisiaj wstawię :)

      Usuń